Wiadomości dla rodziców

5172748
Dziś
Wczoraj
Tydzień
Wszystkie dni
263
7052
63738
5172748

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31



     ŚWIĘTA PAULA MONTAL (1799 - 1889)

Paula Montal przyszła na świat 11 października 1799r., w Arenys de Mar, mieście położonym niedaleko Barcelony w Hiszpanii. W domu rodzinnym Pauli okazywano wielką troskę i staranie o wychowanie dzieci w najgłębszych wartościach chrześcijańskich.

Osierocona przez ojca w wieku 10 lat, zaczęła pracować jako "p u n t a i r e": hafciarka-koronczarka, aby pomóc swojej matce-wdowie w utrzymaniu rodziny. W tym samym czasie uczestniczyła aktywnie w apostolstwie parafialnym jako członkini Bractwa Matki Bożej Różańcowej i Bractwa Matki Bożej Naszej Pani Bolesnej, wyrażając w ten sposób również swoją głęboką miłość do Matki Bożej, której była zawsze wierną córką. Współpracowała także z proboszczem w dziele katechizacji dzieci i młodzieży. Podjęła również pierwsze nieśmiałe próby nauczania. W tym też okresie dostrzegła jak naglącą potrzebą ówczesnego czasu jest formacja intelektualna i chrześcijańska dziewcząt oraz społeczne dowartościowanie kobiety. Wierna wezwaniu Pana, zdecydowała całkowicie poświęcić swe życie temu powołaniu.

W 1829 roku, przezwyciężając ówczesne trudności polityczne i społeczne, w towarzystwie Agnieszki Busquets przeniosła się do Figueras, gdzie otworzyła pierwszą szkołę dla dziewcząt. Tutaj też w Figueras został jasno ukazany jej charyzmat wychowawczy: - szkoły dla dziewcząt, ukierunkowane na ich integralną ludzko-chrześcijańską formację. Kolejne szkoły jakie założyła w Arenys de Mar, Sabadell, Igualada, Vendrell, i inne, mają ten sam cel i program działania. Wszędzie wnosiła atmosferę rodzinną, w której radość przeplatała się z intensywnym nauczaniem, głęboką modlitwą i formacją uczennic.

Od 1859 roku aż do swojej śmierci Paula pozostała w Olesa de Montserrat. Tutaj aktywnie uczestniczyła w przeżywaniu trudności i radości zgromadzenia. Poprzez trud wychowawczy, a w ostatnich latach poprzez intensywną i ufną modlitwę dawała autentyczne świadectwo życia całkowicie poświęconego Bogu.

 Życie Matki Pauli Montal można określić jako powołanie do miłości i do służenia dziewczętom i młodzieży żeńskiej poprzez chrześcijańskie wychowanie i ich awans społeczny. W momencie jej śmierci założone przez nią Zgromadzenie Córek Maryi Sióstr Szkół Pobożnych, czyli Zgromadzenie Sióstr Pijarek, liczyło 19 domów, rozmieszczonych w dwóch prowincjach, 308 sióstr i 35 nowicjuszek.

 Uznanie dla jej cnotliwego i świętego życia dotarło aż do naszych dni. Ojciec św. Jan Paweł II podczas audiencji w dn. 19 kwietnia 1993 r. na Placu św. Piotra w Rzymie w słowie skierowanym do pielgrzymów przybyłych na beatyfikację powiedział:

 "Matka Paula żyła prostą wiarą której uczyli jej głęboko wierzący rodzice. W swej parafii w Arenys de Mar katechizowała dzieci i młodzież. Od tego też czasu czuła wielką potrzebę całkowitego oddania się integralnej edukacji młodzieży, a przede wszystkim promocji godności kobiety.

 Cała jej praca poświecona nauczaniu oświecona była jej życiem intymnej więzi z Bogiem łączonej z modlitwą kontemplacyjną i miłością do dziewcząt które przygotowywała do przyszłej misji żony i matki. To powinien być przykład dla was drogie pijarki w waszej misji nauczania i wychowywania młodego pokolenia dzisiaj, w waszym trudzie uczestniczenia wraz z rodzicami w ich niezbywalnym obowiązku chrześcijańskiego i ludzkiego wychowania własnych dzieci.

 Matka Paula pragnęła by przez rodziny prawdziwie chrześcijańskie Chrystus mógł królować w społeczeństwie. Dlatego jej dzieło nie przestało być aktualnym i zobowiązującym także dziś. Również i do was się zwracam absolwenci i uczniowie szkół pijarskich i zapraszam byście swym własnym życiem umieli dać świadectwo z otrzymanej kiedyś formacji współpracując dziś w budowaniu społeczeństwa opartego na cywilizacji miłości. A przede wszystkim byście potrafili otwierać swe serca ku tym najbardziej potrzebującym według przykładu zostawionego nam w osobie Matki Pauli."

 Matka Paula całym swoim życiem wielbiła Boga i dała świadectwo nieugiętej wiary, żarliwej miłości i głębokiego zaufania Bogu w służbie tym najmniejszym i najbardziej potrzebującym, by w ich sercach również mieszkał Bóg. Ojciec św. Jan Paweł II, wyniósł ją do godności świętych 25 listopada 2001 roku.

 Dzieło Matki Pauli trwa nadal. Obecnie Siostry Pijarki pracują na 5 kontynentach, w 21 krajach świata, wszędzie ewangelizując poprzez szkołę. Fundamentalne elementy naszej pijarskiej tradycji pedagogicznej są nieustannie adaptowane do potrzeb miejsca i czasu. W 1990 roku dzieło Matki Pauli zostało przeszczepione na grunt Polski. Dziś mamy dwie wspólnoty w Krakowie i jedną w Rzeszowie. Obecnie funkcjonują trzy szkoły podstawowe i dwa gimnazja prowadzone przez Zgromadzenie Sióstr Pijarek. Szkoły Podstawowe - dwie w Krakowie i jedna w Rzeszowie. Gimnazja - jedno w Krakowie i jedno w Rzeszowie. Nauka i wychowanie dzieci odbywa się w nich zgodnie z zamysłem Założycielki Zgromadzenia.

Piosenki o Pauli Monta:

http://www.goear.com/listen/3842ea8/03-vale-la-pena-sonar-escolapias-valencia

http://www.goear.com/listen/23898d8/08-me-han-robado-el-corazon-escolapias-valencia

http://www.goear.com/listen/494caa8/10-gracias-escolapias-valencia

http://www.goear.com/listen/445b7cd/06-alla-donde-vayan-escolapias-valencia

 

MYŚLI O MODLITWIE ŚW. MATKI PAULI MONTAL

1. "Kiedy rozmawiam ze Stwórcą niech mi nie przerywa żadne stworzenia, ponieważ niemądrze byłoby porzucać wszystko dla nicości".

2. "Bądźcie duszami modlitwy, tylko w ten sposób rozwinie się nasz ukochany Instytut".

3. "... Modlitwa jest chwilką, poświęconą na rozmowę z Oblubieńcem na wypoczynek razem z Nim".

4. Podziwiając naturę wzruszała się: " Boże mój, kto stworzyłby to jeśli nie Ty?"

5. "Uratujemy rodziny ucząc dziewczęta świętej bojaźni Bożej, i przez to  Jego Majestat będzie wielbiony  przez ich czułe serca".

6. "Boże mój, wielką radość mi sprawia myśl, ze teraz tyle dziewcząt Cie wielbi."

7. Kiedy wychodziła do ogrodu zatrzymywała się przy każdym drzewie i przy każdym kwiatku i mówiła do towarzyszącej jej siostry: "Powiedz, powiedz mi: Kto jak nie Bóg mógłby stworzyć tyle piękna? Niech będzie błogosławiony i uwielbiony Pan, który to uczynił".

8. "Święty, Święty, Święty jest Pan, - słychać wszędzie i wiele dziewczęta to powtarza; jakże piękną będzie ta pieśń w niebie!"

9. "Rozpoczynając modlitwę, trzeba zamknąć oczy ciała, a otworzyć oczy duszy"

10. "Udając się na spoczynek pochylała się przed Najświętszym Sakramentem i wypowiadała ten akt strzelisty: Żegnaj, Ukochany mój; oddaję Ci moje serce."

11. "Spójrz Miłości moja, udaję się na spoczynek, w tabernakulum zostawiam Ci moje serce by Cię nieustannie kochało ... jutro wrócę po nie, abyś mi je zwrócił wypełnione żarem miłości ... spraw, aby ta miłość była tylko dla Ciebie i Twojej Matki Najświętszej Dziewicy ... Kiedy moje serce będzie wypełnione tym szczęściem, poślij mi krzyże i cierpienia, wtedy wszystko to zniosę z radością ... Jeżeli w mym życiu przestałabym Cię kochać, to zatrzymaj to serce, bo nie potrzebuję go do niczego więcej, jak tylko do kochania Ciebie."

12. "Czy to możliwe Umiłowany mój, żeby był ktoś, kto Cię nie miłuje? Nie mogę pojąć tego, ale gdyby był ktoś taki, niech moje serce kocha Cię za nie."

13. Siostra, która ją słuchała powiedziała jej pewnego dnia: Mateczko jaka jesteś zachłanna ... Odpowiedziała jej: "Słyszałaś mnie? ... Zamiast nadsłuchiwać mogłaś podejść do mnie i zamiast jednego serca mogłybyśmy ofiarować Jezusowi dwa".

14. Kiedy czytała, lub kiedy jej czytano dzieła świętej Teresy, wznosząc oczy ku niebu, składała ręce i wołała: "Tak mój Boże! Umieram, bo umrzeć nie mogę."

15. "Maria jest naszą Matką i Matką Jezusa! Powiedz mi, czyż nie wzrusza Cię ta myśl? Pomyśleć, że jesteśmy jej córkami! Ach! Jakiej radości doświadczam myśląc, że On niedługo przyjdzie po mnie, aby mnie zabrać w swoim towarzystwie do siebie".

16. "Wystarczy, wystarczy: teraz odwróćmy oczy od ziemi, a spojrzenie skierujmy w niebo. Pomyślmy chwilkę o tym, co skończyłaś czytać, bo lektura duchowa jest jak pokarm, którego jeśli się nie przeżuje nie będzie dobrze strawiony, a jeśli nie strawi się dobrze, nie da nam pożywienia".

17. W ostatnich chwilach życia mówiła: " O Matko Moja przyjdź, tak przyjdź".

18. Kiedy swoim wzrokiem nie doszczegała światła obok Najświętszego Sakramentu wykrzykiwała: "O Boże mój, dlaczego pozostajesz w ciemności!!."

19. Kiedy wiedziała, że niektóre zasypiały na modlitwie mówiła im: "Jakże bogate jesteście, ponieważ przez to, że nie macie o co prosić Pana, możecie spać."

20. "Napełniajcie serca dziewczynek miłością do modlitwy, do cnoty, szlachetności, podlewajcie dobrą wodą, a przyniosą dobre owoce."

   I. Trzy ślady życia ukrytego

 

    1. Dziewięćdziesiąt lat jak jedno tchnienie Ducha Miłości.

    

Życie Matki Pauli było bardzo proste – łatwe do zapamiętania i możliwe do naśladowania. Urodziła się   11 października 1799 roku w Arenys de Mar (Barcelona diecezja Gerona) i ochrzczono ją tego samego dnia. Jej rodzice Ramon Montal i Vincenta Fornes potrafili stworzyć głęboko chrześcijańską rodzinę, a swojej córce zapewnić podstawowe umiejętności w zakresie czytania i pisania oraz robótek ręcznych, zwłaszcza wyrobu koronek. Paula urodziła się jako ich pierwsze dziecko, potem przyszli na świat Benedykt, Maria. Joachim i Salwador.

  Osierocona przez ojca w wieku 10 lat, pracowała jako koronkarka („puntaire”) by wspomóc matkę w utrzymaniu rodziny. Współpracowała także w apostolstwie parafialnym, głównie jako katechetka dzieci i młodzieży. Z czasem podjęła też próby ogólnego i wszechstronnego nauczania dziewcząt. Być może za radą swego kierownika duchowego postanowiła poświęcić tej misji całe swoje życie. Tylko serce matki mogło pomóc dzieciom i młodzież wyjść z ubóstwa i społecznego marginesu.

    W 1829 roku przeprowa dziła się do Figueras, by otworzyć swą pierwszą szkołę dla dziewcząt. Towarzyszyło jej kilka przyjaciółek, którym zorganizowała wspólne życie według duchowości i Reguł św. Józefa Kalasancjusza. Po trzynastu latach pobytu w Figueras, otworzyła drugą szkołę, tym razem w Arenys de Mar (1842). Grupa jej towarzyszek powiększała się. Trzecia fundacja miała miejsce w Sabadell (1846).

 

   Pod kierunkiem ojców Pijarów ostatecznie ukształtowała się grupa apostolska, która przyjęła duchowość i reguły kalasantyńskie. Wraz z trzema przyjaciółkami Paula złożyła śluby zakonne 2 II 1847 roku – tak pojawiły się pierwsze Córki Maryi, pijarki. Miesiąc później 14 III, odbyła się pierwsza Kapituła, na której nie wybrano Pauli ani na Matkę Generalną, ani na członkinię Rady Generalnej. Tak zaczęła się jej droga pokory i całkowitego, ukrytego oddania sprawom Kongregacji. „Matka” Założycielka była tym najbardziej ukrytym, pierwszym kamieniem węgielnym.

     Z polecenia Matki Generalnej, Paula zakładała lub dawała pierwszy impuls nowopowstającym domom Kongregacji, zwłaszcza w latach 1849 – 59. Były to domy w Igualada, Vendrell, Masnou, Gerona, Blanes, Barcelona, Soller, Olesa de Monserat.

    Paulę Montal trzeba przede wszystkim zobaczyć, w Sabadell, gdzie była mistrzynią nowicjatu (1852-59) i w Olesa de Monserat (1859 - 1889). W tym „Nazarecie” spędziła 37 lat jak ziarno, które wrzucone w ziemię – musi obumrzeć by przekazać życie. Paula była jak tchnienie Ducha Miłości, które we wszystkich zakamarkach pozostawia ślad życia oddanego bez reszty Chrystusowi Oblubieńcowi, dla dobra bliźnich. Anonimowość nie kosztuje, gdy sam Chrystus czeka w sercu każdego brata. Zawsze i wszędzie można modlić się i kochać. Jest wiele życiorysów, takich jak Matki Pauli, które zapisane są tylko w sercu Chrystusa i Kościoła.

Umarła tak, jak żyła – ukryta, wychodząc na ostateczne spotkanie z Chrystusem Oblubieńcem dnia 26 II 1889 roku.

  

  2. Nazaret.

 

Matka Paula była przez siedem lat pierwszą Mistrzynią Nowicjatu w Sabadell (1852-59). Według Konstytucji nowopowstałej Kongregacji, ten, kto odpowiada za tą misję musi być jakby „matrycą”, wzorem dla wszystkich sióstr. W jej przypadku tak było. W ciągu tych kilku lat śluby złożyło 90 nowicjuszek. Wpływ Matki Pauli docierał, więc do wszystkich domów i w ten sposób uważa się ją za formatorkę 130 pierwszych, pijarek, lecz jej praca zawsze była ukryta za kulisami.

      Praca „matrycy” formującej pijarki była cicha, jak powolna praca rzemieślnika. Wykonywała ją w czasie, gdy nauczała szycia, haftu i wyrobu koronek. Duchowość i praca tworzyły jedną zachwycającą całość.

       Obowiązki Przełożonej lokalnej pełniła stając się przykładem dla wszystkich. „Nigdy nie widzieliśmy osoby tak pokornej” mówiono o Matce Pauli. Do jednej z nowicjuszek pisała:„aby dotrzeć na szczyt doskonałości, musimy żyć w świętej pokorze i posłuszeństwie, tylko te dwie cnoty sprawią, że zjednoczymy się z Jezusem Chrystusem i dostąpimy wiecznego szczęścia ujrzenia Ukochanego Oblubieńca naszych dusz” (List do Pilar Reig, 11.08.1859 r.).

      W 1859 roku została wysłana do Olesa de Monserat by założyć nową fundację. Ten drugi „Nazaret” trwał 30 lat. Do 1883 roku była tam przełożoną, a potem pozostała tam – chora, lecz szczęśliwa – aż do swej śmierci (1889 r.). Było to 30 lat życia ukrytego… 30 lat ukrytej cnoty. (Positio)

     Olesa de Monserat była miasteczkiem małym i ubogim. Żyło tam niewiele ponad 3000 mieszkańców, z czego 85% stanowili analfabeci. Matka Paula przybyła do Olesa w wieku 60 lat, a zmarła mając ich 90. Wspólnota tworzyła tam prawdziwą rodzinę „szkołę cnót”, w której pośród ubóstwa królowała radość.

     W domu w Olesa najważniejsze było nauczanie i wychowanie dziewczynek. Matka Paula zajmowała się głównie katechezą i nauczaniem wyrobu koronek. Jej system wychowawczy opierał się na radości, bez robienia różnic między bogatymi i biednymi. Pełen był gestów szczerej miłości, gdy na przykład rozdawała najuboższym dziewczynkom kanapki i kubki z ciepłym rosołem. Jej wychowanki mówiły: „interesowało ją wszystko, co nas dotyczyło … dla każdego miała dobre słowo. Miała wielkie serce i dla Boga i dla ludzi”.

      Fundacja w Olesa kosztowała ją wiele niewyobrażalnego wprost poświęcenia i przezwyciężania licznych przeszkód. Jednak Matka Paula zawsze sprawiała wrażenie szczęśliwej, miała spokojną, uśmiechniętą twarz. Największym pocieszeniem było posiadanie „godnego tabernakulum” z obecnym w nim Chrystusem Oblubieńcem. Ten „skarb” wystarczał jej. Wówczas nie było niczym trudnym noszenie „bardzo łatanego habitu”, czy proszenie o jałmużnę dla jej dziewczynek.

      Ukryte życie Matki Pauli nie różniło się niczym, tak wtedy, gdy była przełożoną, jak i gdy była podwładną. Nieustannie czytała Konstytucje; ona sama była ich uosobieniem „żywą regułą”, „budującym przykładem świętości”. Wstawała bardzo wcześnie by ulżyć pracy sióstr, zawsze miała czas dla tych, które chorowały. Jej życie można streścić w słowach „cicha miłość”. Miała czas na wszystko, gdyż całe godziny spędzała przed Najświętszym Sakramentem.

Jej „Nazaret” stawał się coraz bardziej ukryty. Od 1882 roku starsza już i chora, nie mogła wychodzić z domu, dlatego nie uczestniczyła w niedzielnej Mszy Świętej i nie mogła przyjmować Komunii Świętej. Wchodziła wówczas do kaplicy pozostając tam na klęczkach aż do powrotu sióstr z parafii.

Stopniowo odsuwano ją od pełnienia obowiązków (Członka Rady, przełożeństwa lokalnego i prowincjalnego) tak samo jak stopniowo je jej powierzano: „czcigodna Matka będzie miała niewiele obowiązków”, usłyszała, gdy została Przełożoną Prowincjalną w Katalonii.... Mogła wtedy opuścić Olesę, ale wolała tam pozostać naśladując ubogiego Jezusa. Ta wolność serca by kochać wszystkich i zawsze oraz wierność zatwierdzonym przez Kościół Konstytucjom, sprawiły, że zawsze była zdolna przeciwstawiać się wszelkiej samozwańczej władzy; mówiąc prawdę kierowała się, bowiem miłością.

Zasiewając, we wspólnocie i w dziewczynkach, pokój i miłość, spalała się jak mała lampka przy tabernakulum niemal niedostrzegalnie i bez obarczania innych swymi troskami. I tak właśnie odeszła do nieba 26 II 1889 roku z jej ulubionym wezwaniem maryjnym na ustach: „Matko, Matko moja!”

Tak właśnie żyła Matka Paula – jak pełne miłości spojrzenie na Boga i ludzi. Jej życie było misyjne i kontemplacyjne.

 

3. Nauczycielka modlitwy.

 

Matka Paula nigdy nie uważała samej siebie za „nauczycielkę” modlitwy, doskonałości czy apostolstwa. Gdy jej uczennice nazywały ja świętą, która będzie z nieba czynić wiele cudów ona odpowiadała, że największym cudem dobroci będzie przyjęcie jej przez Jezusa do nieba, by mogła go kochać wiecznie. Wszystko przyjmowała jako niezasłużone przez nią prezenty od jej ukochanego Oblubieńca.

     Inni nie myśleli jak ona, lecz nazywali ją wytrawną nauczycielką modlitwy. Według świadków procesu kanonizacyjnego „modlitwa towarzyszyła jej zawsze była sposobem komunikowania się z boskim Ukochanym” (Positio).

W Sabadell, jako mistrzyni nowicjatu, nauczała modlitwy, by móc kochać i poświęcić się całkowicie wychowaniu dziewczynek. Plan dnia powinien być jak „żar miłości do Boga”, zapalony poranną modlitwą, podtrzymywany, rozpalany w ciągu dnia i ożywiany modlitwa popołudniową. W Olesa de Monserat podtrzymywała modlitwę wspólnotową i „wszelkimi sposobami próbowała wyryć w duszach uczennic nabożeństwo do Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie” (Positio).

Modlitwy uczyła poprzez rozważanie Słowa Bożego, adorację Najświętszego Sakramentu oraz prywatne i wspólnotowe modlitwy maryjne. Wyjaśniała piękno stworzenia, proponowała najprostsze metody ( np. zamknięcie oczu, czy powtarzanie jakiejś formuły) i przede wszystkim, sama modliła się z podopiecznymi. Jej metodologia była tak prosta, że przyniosła efekty wielu osobom; „Nauczyła nas modlitwy prawdziwej... Uczyła rozmawiać z Bogiem na wiele sposobów. Proponowała różne i proste modlitwy...”

Matka Dolores Vidal wiarygodny świadek, podsumowała życie Matki Pauli tymi słowami: „Jej zapał, jej nieustanne pragnienie modlitwy niezauważalnie przechodziły na jej uczennice...”.

Matka Paula swojej drogi modlitwy uczyła się przez kontakt z Pismem Świętym i Eucharystię. Natchnienie czerpała z duchowości św. Józefa Kalasancjusza próbując wychowywać dzieci i młodzież modlitwą i miłością.

Często z przyjemnością czytała dzieła św. Teresy od Jezusa. Tak bardzo przyswoiła sobie z Konstytucji pijarskich rozdział o modlitwie, ze sama stała się „żywą regułą”. Modlitwa i doskonałość zawsze chodzą w parze jak nabywanie „pokory i posłuszeństwa” by osiągnąć „wspólnotę z Jezusem”. Owoce tej wspólnoty uwidaczniają się w miłości i apostolstwie.

Gdy odwiedzała swe uczennice w ich klasach „czyniła to z wielką miłością i pragnieniem niesienia im pomocy” (Positio). Modlitwa była tajemnicą jej apostolstwa. Jej serce matki zjednywało sobie wszystkich, bo obdarzała ich miłością samego Boga. Mówiono o niej: „Matka Paula była prawdziwa matką... Nie potrzebowała wielu słów by pokazać nam i pomóc uwierzyć w to, że jest Bóg... Miała wielkie serce i dla Boga i dla ludzi”.

Jej serce ukierunkowane trynitarnie, eucharystycznie i misyjnie, stawiało fundament metodologii pedagogicznej, której celem było nauczyć jak nawiązać więź z Bogiem, z człowiekiem i stworzeniem. Jej poczucie tożsamości – bycia kochaną przez Pana i zdolną by kochać to, co pokorne, dało się łatwo zauważyć. Tworzyło to ze wspólnoty rodzinę, w której każda z sióstr czuła się kochana i gotowa by służyć.

Wszystko wspomagało jej modlitwę, bo modliła się tym, czym żyła – dzieci, praca, wspólnota, kwiaty, radość, cierpienie. We wszystkim dostrzegała przebłyski nadziei. To był jej mały sekret: na wszystko patrzyła oczami Jezusa, obecnego w Eucharystii, w towarzystwie Maryi – Jego i naszej Matki. Wszystko przyjmowała otwartym sercem dziecka. Dlatego u schyłku życia nie mówiła o niczym innym prócz: „jej Oblubieńca, modlitwy..., pragnienia zbawienia dusz” (Positio).

Dekret o heroiczności cnót (28XI 1988 r.) tak podsumowuje jej kontemplacyjne życie misjonarki: „Miłość Boża przepełniając jej serce uczyniła z niej żarliwego apostoła. Chciała dzielić z innymi miłość, która urzekła ją samą, do tego stopnia, że jej dzieło wychowawcze było rozlaniem miłości samego Boga, miłości, która ją trawiła”.

Taka była Matka Paula. Miłość zrodzona z kontemplacji żywiła się codziennością przeżywaną w świetle Eucharystii, złączoną z Chrystusem Eucharystycznym, poświęconą całkowicie misji. Wszystko to „w” i „z” jej ukochaną rodziną pijarską przez pokorną służbę „nieustannego Nazaretu”.

                      

II. Modlić się życiem.

 

1. Być z Ukochanym

Święci nie komplikują swej modlitwy. Ich życie rozbłyska w modlitwie, ich modlitwa rozbłyska w życiu. Modlitwa jest byciem z Bogiem jak z Kimś drugim: „przebywać sam na sam z kimś, kto wiemy, że nas kocha” (św. Teresa od Jezusa). „Metody” są tylko „środkiem”. Najważniejsze jest spotkanie z ukochaną osobą. Tak mówiła Matka Paula: „Modlitwa jest chwilą poświęconą na rozmowę z Oblubieńcem, na wypoczynek wraz z Nim”.

    „Oblubieńczość” w odniesieniu do modlitwy oznacza przeżywanie życia w Chrystusie. Życie w duchu jego miłości i jego spraw. Gdy ktoś czuje się przez Niego kochany i obdarowywany przebaczeniem, nie może nie poddać się Jego miłości. Pieśń nad Pieśniami nadała sens życiu wielu spośród świętych. Matka Paula często cytowała jeden z jej fragmentów, wspominając go zwłaszcza, gdy budziła się w nocy: „Mój Ukochany dla mnie, a ja dla mego Ukochanego” (Pnp 2,16).

      Gdy Chrystus jest Tym, który wzywa, towarzyszy i czeka, już nie liczy się miejsce, nie przeszkadzają trudności, tylko On jest ważny, On, który żyje i czeka w drugim człowieku. Ostateczne spotkanie z Nim nastąpi potem, w wieczności. Matka Paula mawiała: „Kiedy zjednoczę się z moim Ukochanym i padnę w objęcia mojej Najświętszej Matki Dziewicy Maryi?”.

      7 lat, w Sabadell, 30 lat w Olesa de Monserat… Wszystko jedno gdzie, skoro wszędzie można spotkać Pana i bliźnich, aby im służyć. Liczy się tylko miłość. A ten, kto szuka Boga, „wierzy w boską miłość” (św. Józef Kalasancjusz). Na każdym miejscu można powtarzać „Myśmy poznali i uwierzyli w miłość” (1J 4,16). Na modlitwie Matka Paula uczyła się żyć miłością Chrystusa Oblubieńca.

 

2. Przypatrzcie się kwiatom.

 

    Przyjaciołom Boga nie jest trudno rozpoznać Go w drobnych przejawach Jego miłości: „nasz brat słońce” (św. Franciszek z Asyżu); „góry mój Ukochany”, (św. Jan od Krzyża)… W wydarzeniach i rzeczach jest Bóg, który nas kocha: „sam Bóg pragnie mi się oddać” (św. Ignacy z Loyola). To Jezus podaje nam ten trop „przypatrzcie się kwiatom” (Mt. 6,28).

    Matka Paula spacerując po ogrodzie zatrzymywała się przy każdym drzewie, każdym kwiatku i mówiła tym, które jej towarzyszyły: „Boże mój, kto stworzyłby to, jeśli nie Ty?”. Ona wiedziała, że nawet, gdy kwiaty więdną, pozostaje to, co najlepsze – miłość Boga, którą On w nich złożył, a która nigdy nie zwiędnie.

      W sercu dziecka może odnaleźć Boże tajemnice ten, kto potrafi dostrzec Go w małych rzeczach, a nawet w poświęceniu tak wielkim, jak nie móc przyjąć Jezusa w niedzielnej Komunii Świętej czy być traktowanym jako ktoś mniej wartościowy. Mimo wszystko – zawsze warto. Najważniejsze, bowiem, to kochać, zwracać miłość Miłości ukrytej w dzieciach, kwiatach, ptakach. Życie jest piękne, bo Bóg jest tak dobry. Właśnie tak Matka Paula rozsiewała wokół siebie pokój i radość. Ciche serce zmienia świat. Ale ta cichość i pokój są owocem ofiar takich jak akceptacja tego, że kwiaty więdną by móc odkryć nieprzemijającą miłość Boga.

 

3. Prosto z serca dziecka.

 

Kto bez kompleksów umie patrzeć w twarz dziecka, jest gotowy na spotkanie z Bogiem w modlitwie. „Do takich, bowiem należy Królestwo Niebieskie” (Mt. 5,3). „Królestwo Boże jest przede wszystkim osobą, która ma oblicze i imię Jezusa z Nazaretu” (Jan Paweł II Redemptor missio 18). Stać się „jak dziecko” (Mt. 18,3) to uczynić swoje serce dziecięcym, zdolnym do autentyzmu i ufności.

     Matka Paula modliła się czując się zjednoczona i niejako zestrojona z sercami jej dziewczynek: „Boże mój, wielka radość mi sprawia myśl, ze teraz tyle dziewcząt Cię wielbi”. Bo to dzieci uczą nas podziwiać i wielbić – „Święty, Święty, Święty jest Pan – słychać wszędzie i wiele dziewcząt to powtarza, jakże piękna będzie to pieśń w niebie!”.

     Od wychowania dzieci zależy przyszłość ludzkości. A wychowywać to prowadzić po drogach wzajemnych relacji z Bogiem i braćmi. Rodzina i społeczeństwo zależą od wychowania udzielonego tym sercom, które nie znają jeszcze obłudy: „uratujemy rodziny (mówiła Matka Paula) ucząc dziewczęta świętej bojaźni Bożej i przez to, że Jego Majestat będzie uwielbiony przez ich małe serca”. Drogą tej przemiany jest modlitwa: „Napełnijcie serca dziewcząt miłością do modlitwy do cnoty, potem wystarczy zrosić je dobrą wodą i wydadzą dobre owoce”.

   Pedagogiką Matki Pauli było nauczanie modlitwy, aby potem umieć kochać. Cała jej działalność w zakładaniu szkół i ożywianiu wspólnot zakonnych, zmierzała w tym kierunku. Jej radość wynikła z wdzięczności wobec Boga za to, ze „tyle dziewcząt wielbi Go teraz w szkołach”. Z tego wypływało wszystko inne. Ona rozumiała, że spotkanie z Jezusem jest podstawą do tego, by móc myśleć, czuć i kochać jak On: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” (Mt. 19,14).

    Postęp cywilizacji mierzy się szacunkiem dla życia tych słabych i niewinnych istot, które są tak przejrzyste, że widać przez nie Boga, który jest Miłością. Bóg może przemienić ludzkość poprzez „niemoc” najmniejszych. Matka Paula wszędzie pozostawiała ślady miłości, stając się ubogą i słabą z ubogimi i słabymi. Nie uciekała nigdy od rzeczywistości, bo wiedziała, że w niej jest ukryty Chrystus. Ktoś powiedział o Matce Pauli, nie mając na celu pochwały, że „Uważano ją za dziewczynkę w młodszym wieku”… To prawda, bo uczyniła się dziewczynką pośród dzieci.

 

4. Proste spojrzenie.

 

Po tym jak ktoś słucha i patrzy można rozpoznać wnętrze osoby. Modlitwa, według św. Teresy z Lisieux jest „spojrzeniem duszy w kierunku nieba”. Na tym polega więź osobowa z Bogiem: patrzeć na Niego z nadzieją i miłością i pozwolić by On na nas patrzył. Matka Paula mówiła krótko: „Spojrzenie ku niebu…”

      Matka Paula umiała modlić się i prostymi sposobami uczyła tego innych. Wystarczyło „otworzyć oczy” by odkryć kochającą obecność Boga. „Rozpoczynając modlitwę, zamknij oczy ciała, a otwórz oczy duszy.” Tego prostego sposobu mogą nauczyć się biedni i mali. Najważniejsze jest nastawienie serca. Kto potrafi patrzeć na Boga właśnie tak, kochając Go, potrafi też z miłością patrzeć na bliźnich.

     Dlatego Matka Paula mówiła o tym, co przeżyła na modlitwie, to znaczy „w niebie”, o sprawach Bożych, które w rzeczywistości są naszymi sprawami kontemplowanymi z właściwej perspektywy. Pewna piętnastolatka zapytała ją kiedyś: „Matko, dlaczego mówisz mi tyle o niebie?… Czy nie powinnyśmy raczej stąpać po ziemi?” Odpowiedź była lekcją życia i duchowości: „Tak, córko, tak. Masz rację… Musimy trzymać nogi na ziemi, ale głową i sercem sięgać nieba.”

 

5. Modlić się to dawać siebie.

Gdyby modlitwę liczyć w karatach to każdy z nich oznaczałby miłość. Na tyle jest się sobą, na ile się jest darem: „bezinteresowny dar z siebie samego” (Vat. II GS 24). Modlitwa jest oddaniem się Bogu pamiętając, że On „pierwszy nas umiłował” (1J 4,19).

„Zostawiam cię moje serce” mówiła Matka Paula wieczorem, gdy udając się na spoczynek pochylała się, przed Najswiętszym Sakramentem. I dodawała „W tabernakulum zostawiam ci moje serce, aby miłowało Cię zawsze i bezustannie …, a kiedy powrócę po nie rankiem, proszę zwróć mi je przepełnione żarem miłości… i niech ta miłość będzie tylko dla Ciebie i do Twojej Matki i mojej Matki Najświętszej Dziewicy…”

   Dawania uczymy się w rozmowie z Bogiem, który jest Miłością, a przejawia się ono w codzienności życia, w miłości i służbie. Słyszymy jak kontynuuje Matka Paula: „Kiedy moje serce będzie pełne tego szczęścia, wtedy obdarz mnie krzyżem i cierpieniami, a przyjmę je z radością… A gdyby w pewnym momencie miało przestać cię kochać wtedy zatrzymaj je, nie zwracaj mi go, gdyż chcę, żeby było przepełnione tylko miłością do Ciebie do końca.

 

6. Przed Najświętszym Sakramentem.

  Modlitwa Matki Pauli była bardzo eucharystyczna. W tabernakulum chowała swe serce („zostawiam Ci moje serce”), aby móc je odzyskać „przepełnione żarem miłości…” Tak jak to mówił św. Jan od Krzyża „zakochani, mają to samo uczucie”. Serce współbrzmi z sercem.

     Myśli i serce Matki Pauli często zwracały się ku Jezusowi obecnemu w Eucharystii. Budziła się i zasypiała myśląc o Nim. Pragnęła, by jej serce pozostawało w tabernakulum jak w sercu Jezusa. „Niech Cię miłuję zawsze i bezustannie. Według mej przejść obok kaplicy i nie wstąpić, choć na chwile „byłoby brakiem wychowania”. Zakochani żyją takimi drobnymi, prostymi gestami, które z czasem zamieniają życie w akt heroicznej miłości.

  Pośrodku ubóstwa Matka Paula zawsze chciała mieć „porządne tabernakulum” (i zawsze adorowane). Gdy już prawie ślepej, zdawało się, że lampka wieczna gaśnie, mówiła: „Och, Boże mój, dlaczego pozostajesz w ciemności?” A gdy wydawało się jej, że jest sama, zwierzała się Panu i Najświętszej Dziewicy na głos: „Czy to możliwe, Umiłowany mój, żeby był ktoś, kto Cię nie miłuje? Nie mogę pojąć tego, ale gdyby był ktoś taki, niech moje serce kocha cię za niego”.

 

7. Podziw i uwielbienie.

       Gdy cisza jest w stanie wyrazić dar, wtedy można modlić się bez przeszkód. Wszystko wtedy służy za opał dla ognia miłości. Wystarczy „myśleć o Bogu kochając Go” (Karol de Foucauld). Życie tak ukryte, że często aż zepchnięte na margines i poniżone, może dać z siebie dużo, gdy ktoś umie je przekształcić w dar. Sabadell i Olesa były dla Matki Pauli szkołą takiego przemieniającego, cichego dawania.

      W ciągu ostatnich lat życia Matka Paula, już chora, nie mogła w niedzielę wychodzić z domu na Mszę Świętą do parafii i przyjmować Komunię Święta. Musiało wystarczać jej wychodzenie do kaplicy by tam adorować Pana w Najświętszym Sakramencie. Czuła, że w ten sposób łączyła się z siostrami, z całą ludzkością, całym stworzeniem w duchowej „komunii”, gdzie nikt nie jest sam.

    By odnaleźć Boga w ciszy, gdy czasem wydawał się nieobecny, Matka Paula przyłączała się do modlitwy dzieci: „Święty, Święty, Święty słuchać wszędzie i wiele dziewcząt to powtarza”. Towarzysząc duchowo innym nigdy nie czuła się samotna.

   Jak adorować Boga można nauczyć się też w pełnym podziwu i szacunku kontakcie z kwiatem i każdą rzeczą. Tak to robiła Matka Paula: „ Uwielbiony i błogosławiony niech będzie Pan, który nas stworzył”. Najlepszą książką do modlitwy, po Eucharystii i Słowie Bożym, były dla niej osoby i rzeczy, które kontemplowała w spojrzeniu Jezusa. Tak bowiem odkrywa się, uwielbia i podziwia tajemnice Boga, który jest Miłością. Taka modlitwa nie ma cudzysłowu ani nawiasów, bo we wszystkich i we wszystkim spotyka Ukochanego.

Przyjęciem misterium Boga jest zapominanie o sobie by kochając – móc siebie zrealizować. „Misterium” płodności i radości Matki Pauli w jej drodze pokory, wytłumaczyć można jedynie życiem misterium „Boga z nami”, Emmanuela, Jezusa Chrystusa. Potrafiła słuchać wszystkich i dla każdego miała czas, bo zawsze miała czas by bez pośpiechu przebywać z Bogiem. Kto kocha – ma czas dla ukochanej osoby. Nie bez powodu mówiono o niej: „Zawsze interesowało ją to, co nas dotyczy…”

 

8. Cierpieć z radością.

       Cierpieć kochając – mawiają święci. „Cierpieć z radością” – mówiła Matka Paula. Są to zdania równoznaczne. Człowiek czuje się szczęśliwy, gdy wie, że jest kochany przez Chrystusa. Wtedy rodzi się w nim płomienne pragnienie by odpowiedzieć Mu jego miłością. A ta przejawia się przede wszystkim w chwilach trudnych, dzieląc los z samym Jezusem Chrystusem.

       Wyobrażając sobie, że zostawia serce w tabernakulum by zaraziło się miłością Chrystusa Matka Paula mówiła do Pana: „Kiedy moje serce będzie pełne szczęścia, wtedy obdarz mnie krzyżami i cierpieniami, a przyjmę je z radością...”

     Kto nie kocha nie rozumie miłości lecz tylko podejmuje teoretycznie dyskusje. Jak cierpieć z radością? Czy to nie absurd? Święci nie zatrzymują się nad słowami (które najczęściej są zbyt ubogie), lecz żyją rzeczywistością, którą te słowa nieudolnie próbują opisać. Matka Paula uważała siebie za Oblubienicę Chrystusa Ukrzyżowanego; dlaczego, więc nie przyjąć cierpień jako ślubnych podarunków? Tak pisze o tym do pewnej nowicjuszki „...są to podarki od mego ukochanego Oblubieńca. Pomóż mi dziękować Mu za nie!” Kto żyje w ten sposób nie zaniedbuje jednak swego zdrowia, bo tego wymaga służba Bogu.

     Pokój Matki Pauli, który rozsiewała wszędzie wraz z radością, był owocem jej „drogi pokory” i miłości w jej Nazarecie i Kalwarii. Najważniejsze, że nigdy nie czuła się sama. Pan „Oblubieniec” – nie wyjaśnia bólu lecz towarzyszy nam w cierpieniu, dzieląc je z nami. Już samo to wystarczy składać Mu dzięki, bo oznacza przywilej dzielenia z Nim jego losu.

     Matka Paula wiedziała bardzo dobrze, że Opatrzność Boża mówi przez proste znaki. Wybrano Matkę Paulę na prowincjalną Katalonii w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, a przyjęła obowiązki w święto Matki Bożej Bolesnej... Jej życie podążało tę droga, wraz z Jezusem i Maryją. Jak więc nie mogła cieszyć się także z trudnych chwil?

 

9. Czytać i medytować – by nauczyć się miłości.

       Matka Paula czytała rozważając i słuchała z szacunkiem. Dziś trudno spotkać takie cnoty. Jej ulubionymi lekturami były: Ewangelia, Konstytucje, pisma świętych, a zwłaszcza św. Teresy od Jezusa. Potrafiła słuchać i czytać wpuszczając każde słowo do swego serca, jak robiła to Maryja (Łk. 2,19.51). Dlatego mówiono, że miała wielkie serce i dla Boga, i dla ludzi, a lektura Konstytucji sprawiała, że sama stała się niejako ich wcieleniem – „żywa regułą”. Taka medytacja podczas lektury nie jest czymś łatwym. Nie chodzi w niej bowiem o zdobywanie wiedzy czy opanowanie jakiś idei lecz o rozeznanie i przyswojenie ich sercem. Medytować potrafią tylko ci, którzy mają czas by kochać. Gdy Matka Paula czytała lub słuchała lektury jakiegoś fragmentu, zwykła mówić...”Maryja jest naszą Matką i Matką Jezusa! Powiedz mi czyż nie wzrusza cię ta myśl? Pomyśl, jesteśmy jej córkami! Och, jakiej radości doświadczam na myśl, że Ona wkrótce przyjdzie i weźmie mnie w swoim towarzystwie do siebie”.

     Życie Matki Pauli jawi się nam jako przejrzysty obraz Ewangelii jako „żar miłości do Boga” – według słów, które ona sama często powtarzała. Słowo Ewangelii przychodzi w całej swej prostocie, a gdy pozwalamy mu przeniknął do serca, pyta nas i uczy jak mamy prosić o to, czego nam potrzeba, aż w końcu jednoczy nas z wolą i zamysłem zbawczym Miłości Boga. Taki jest proces modelowania świętych dusz.

 

10. Poznawać i kochać bez granic.

        Modlitwa zaraża miłością Chrystusa – do Ojca w Duchu Świętym i do bliźnich. W modlitwie odkrywa się, że „Miłość nie jest koc hana” (św. Franciszek z Asyżu). Zdolność do życia w ciszy i modlitwie przemienia się w zdolność do służby i działalności apostolskiej. Tylko tak można wytłumaczyć nieustającą aktywność Matki Pauli w zakładaniu nowych fundacji w formowaniu nowicjuszek, w zakładaniu wspólnot, w nauczaniu dziewczynek, w jakiejkolwiek służbie czy wyręczaniu innych sióstr w ich zajęciach... Zawsze jest czas by kochać, gdy się ma czas na modlitwę.

      Matka Paula była świadoma tego, że w wielu ludzkich sercach nie ma miłości. Odkryła to adorując Najświętszy Sakrament. Ta świadomość szybko przerodziła się w żarliwe pragnienie działalności apostolskiej: „Czy to możliwe, Umiłowany mój, żeby był ktoś, kto Cię nie miłuje? Nie mogę pojąć tego, ale gdyby był ktoś taki, niech moje serce kocha cię za niego”.

        Jej obecność wśród sióstr i jej praca wychowawcza opierały się na poznaniu i miłości do Chrystusa: „Mówmy o naszym Ukochanym”. Najważniejsze było dla niej to, by dziewczynki spotkały w swym życiu Jezusa; bo tylko spotkanie z Nim jest w stanie przemienić ludzkie życie. Dlatego:„na wszelkie sposoby próbowała zaszczepić w duszach swych uczennic nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu. Przechodząc z klasy do klasy i odwiedzając dziewczynki – czyniła to z wielką miłością” (Positio).

       Pomagać w poznaniu i pokochaniu Jezusa trzeba zacząć już w dzieciństwie. Mówienie o „poważniejszej” działalności apostolskiej jest czymś sztucznym. Kształtując dziecięce serca i przygotowując je na spotkanie z Jezusem – zmieniamy świat. Matka Paula, każdego dnia wchodziła do klas najmłodszych dziewczynek, wyjaśniając im, czym jest modlitwa i odmawiając z nimi różaniec” (Positio). Oczywiste jest, że gdyby robiła to rutynowo i bez przekonania, nie osiągnęłaby żadnych pozytywnych efektów.

    W ciągu ostatnich lat życia, „mówiła o swoim boskim Oblubieńcu, o modlitwie i pragnieniu zbawienia dusz”(Positio). Ona sama stała się tym, co najważniejsze i najskuteczniejsze, tym co najmniej wartościowe i najbardziej zapomniane. Osiągnęła szczyt swego życia, jego esencję, czyli miłość bez granic, jak mawiała: „zawsze i wszędzie”. Zjednoczona w modlitwie i w życiu z całym Kościołem, z całą ludzkością, z każda osoba.

 

11. Nieustanna modlitwa.

      Mówiono o Matce Pauli że „żyła modlitwą i w ciągłym kontakcie z boskim Ukochanym”(Positio). Nie można inaczej wytłumaczyć jej pokoju, zdolności do ciągłej pracy, umiejętności słuchania i służby. Wszystko zamieniała w hymn wdzięczności, także cierpienia, które nazywała „podarunkami od Ukochanego Oblubieńca”.

      Ten sam Jezus zostawił nam wskazanie byśmy „modlili się i nie ustawali” (Łk. 18.1). Wielcy święci, tacy jak Paweł Apostoł także to zalecali (1Tes. 5,17). Modlitwa chrześcijańska, jako podstawa dziecka wobec Ojca, jako pragnienie kochania Boga i bycia z Nim w ciągłej relacji, nie dopuszcza wystawiania czegoś poza nawias. Prawdą jest, że potrzebne są momenty szczególnej modlitwy jak w przypadku Jezusa (Mk. 1,35; Łk. 6,12). Jednak, kto szczerze kocha Boga, żyje pragnieniem „nieustannej przyjaźni” z Nim (św. Teresa od Jezusa).

      Gdy Matka Paula budziła się w nocy, od razu przypominał się jej fragment Pieśni nad Pieśniami: „Mój Ukochany dla mnie i ja dla mego Ukochanego”(Pnp 2,16). Jej nieustanna modlitwa była, więc bardzo prosta i możliwa do naśladowania nawet przez najmłodsze dzieci – chodziło o to, by utrzymać przez cały dzień żar modlitwy porannej. To znaczy – by poświęcić się działaniu z taką samą siłą jak nieustannej więzi z Bogiem. Mówiła o tym prosto, by mogło ją zrozumieć czy to dziecko, czy nowicjuszka: „W czasie modlitwy porannej postarajmy się rozpalić żar miłości do Boga, podtrzymując jego temperaturę przez cały dzień; w modlitwie wystarczy tylko usunąć popiół by zapłoną na nowo...”

 

12. W codziennej pracy.

     Matka Paula w swej modlitwie wychodziła od drobiazgów codzienności. Jeśli zostawiała duchowo swe serce w tabernakulum, to po to, by zarażało się miłością Chrystusa. Mówiła wtedy Panu: „chcę żeby żyło przepełnione tylko miłością do Ciebie...” Mówiła, bo wiedziała o tym z doświadczenia, że „dobre owoce” pochodzą z „miłości do modlitwy”.

    Rozmowy z nią były przyjemne i przyjacielskie. Ukazywało to jej stałą łączność z Panem. Dlaczego więc nie miała wspominać o Nim w rozmowach z innymi? Mawiała, zatem: „Mówmy o naszym Ukochanym. Porzućmy sprawy ziemskie”. Matka Paula najczęściej zajmowała się domowymi sprawami i nauczaniem dziewczynek; wstawała też wcześniej by ulżyć w pracy siostrom. Zaś „popołudniami wstępowała do kuchni by z kucharkami odmawiać koronkę do matki Bożej Bolesnej” (Positio). Rano modliła się z innymi ku czci Trójcy Świętej.

    Nie zaniedbywała swej codziennej krzątaniny nawet będąc w podeszłym wieku. Z kaplicy szła do klas i do kuchni. Towarzyszyła i wychowywała poprzez modlitwę. Szczególnie upodobała sobie w nauczaniu modlitwy najmniejsze dziewczynki – jej aniołki. Często śpiewała z nimi wtedy proste piosenki, takie jak ta: „Z Jezusem pragnę być...” Nauczała tego, czym sama żyła.

 

13. By modlić się potrzeba wolności serca.

  Zawsze trzeba liczyć się z naszymi ograniczeniami i przeszkodami na modlitwie: rozproszeniami, zmęczeniem, sennością, oschłością, hałasem, problemami... Jeśli jednak serce zachowuje wolność wobec własnych spraw, te ograniczenia przekształcają się w środki służące modlitwie płynącej z naszego ubóstwa. „Daj nam to, co chcesz – czy to wodę czy to suszę” (św. Teresa od Jezusa).

    Do tego by pokonać te ułomności i ograniczenia potrzebne jest zastosowanie pewnych środków – „metod” – lektury, aktów strzelistych, refleksji, uczuć, formuł... Tak postępowała Matka Paula. Ale najważniejsza jest wolność serca. Jeśli egoistycznie przywiązane jest ono do rzeczy, wówczas rozproszenia są przeszkodami nie do pokonania. „Kiedy rozmawiam ze Stwórca, niech nie przerywa żadne stworzenie, ponieważ niemądrze byłoby porzucać wszystko dla nicości”.

   Kto wie czym jest oddanie się dziełu wychowania, ten zna noce zbyt krótkie by spać, ociężałość w ciągu dnia, niesprzyjające chwile czy głębokie zmartwienia... Matka Paula wiedziała, że niektóre siostry śpią lub drzemią w czasie modlitwy. Z odrobiną humoru, wyrozumiałości i matczynej miłości, mówiła: „Jakie jesteście bogate, gdyż nie mając o co prosić Pana, możecie spać”.

 

14. Wspólnota „dusz modlitwy”.

      Życie wspólnotowe ma pewien niezbędny punkt odniesienia: obecność Chrystusa Zmartwychwstałego. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt.18,20). Wspólnotę opartą na miłości mogą budować ci, którzy żyją w łączności z Jezusem obecnym pośród swoich braci. Tak żyła Matka Paula: „Bądźcie duszami modlitwy; tylko w ten sposób rozwinie się nasz kochany Instytut” Żyć bez modlitwy lub modlić się źle oznacza zmniejszyć drastycznie możliwość stworzenia siostrzanych relacji we wspólnocie. Kto nawiązał osobistą relację z Jezusem, zawsze potrafi mieć takie same relacje z bliźnimi. Gdy Matka Paula, będąc chorą, nie mogła fizycznie towarzyszyć siostrom ze wspólnoty, o wiele intensywniej łączyła z nimi swoje serce. Gdy wspólnota szła na Mszę Świętą do parafii, ona pozostawała w kaplicy modląc się i łącząc się ze wspólnotą duchowo.

    Może się wydawać chwilami, że ci, którzy się modlą, nie dbają o sprawy innych. Jednak codzienne życie i reakcja tych osób dowodzą czegoś odwrotnego. Ich modlitwa zawsze łączy się z innymi i jest ofiarowywana za innych. Siostra, która zaskoczyła Matkę Paulę gdy modliła się na głos przed tabernakulum powiedziała jej: „Mateńko jaka jesteś łakoma... A ta jej odpowiedziała: Słuchałaś mnie? Zamiast nasłuchiwać, mogłaś zbliżyć się do mnie i wtedy zamiast jednego, ofiarowałybyśmy Jezusowi dwa serca”. Dlatego lubiła chodzić do kuchni by tam pracować i modlić się z siostrami.

      Głównymi oznakami modlitwy i jedności z Chrystusem są: praktyka pokory, służba i posłuszeństwo w życiu wspólnotowym. Tak wyraża się miłość. Do jednej z nowicjuszek Matka Paula pisała: „Aby dojść do szczytu doskonałości, musimy żyć w świętej pokorze i posłuszeństwie; tylko te dwie cnoty sprawią, że zjednoczymy się z Jezusem Chrystusem i dostąpimy wiecznego szczęścia ujrzenia Ukochanego Oblubieńca naszych dusz”. Wspólnota jest i czuje się zjednoczona, gdy każda z sióstr czuje się kochana przez Boga i pozostałe siostry oraz jest zdolna by kochać Chrystusa i ludzi.

 

15. Z Maryją.

      Chrześcijańska modlitwa jest słuchaniem Słowa Bożego i odpowiadaniem na nie, jak to czyniła Maryja „rozważając słowo w swoim sercu” (Łk. 2,19.51). Jedność Matki Pauli z Jezusem Eucharystycznym miała zawsze ten aspekt maryjny: „Niech ta miłość będzie tylko do Ciebie i do Twojej Matki i mojej Matki Najświętszej Dziewicy…”.

     To odniesienie do Maryi było bardzo spontaniczne. Gdy przyćmiony wzrok nie pozwalał Matce Pauli czytać, zawsze ktoś oddawał jej te przysługę czytając na głos lekturę duchową. Gdy w tekście pojawiało się imię Najświętszej Dziewicy, mówiła: „Maryja, Maryja! Jest naszą Matką i Matką Jezusa. Powiedz mi, czyż to cię nie wzrusza? Pomyśl, jesteśmy jej córkami!”

    Dla Matki Pauli jedność z Jezusem była jednoznaczna z jednością z Maryją. Jej pobożność maryjna budziła pobożność trynitarną i eucharystyczną, służyła jej też w życiu wspólnotowym, w praktyce pokory i w apostolstwie wśród dziewczynek. Ostatnie lata życia spotęgowały jej pragnienie ostatecznego spotkania z Chrystusem, które wyrażała ulubionym strzelistym aktem maryjnym: „Matko moja”. Takie też były jej ostatnie słowa, które wypowiedziała, gdy wychodziła na spotkanie Jezusowi Oblubieńcowi.

 

16. Na ostatnie spotkanie.

    Nikogo nie powinno dziwić to, że Matka Paula żyła myśląc i pragnąc tego ostatniego spotkania z Chrystusem Oblubieńcem. Gdy ktoś kocha – tak właśnie żyje. Dlatego też bardziej kocha życie – jako dar Oblubieńca. Bardziej też kocha bliźnich, którzy idą tą samą drogą. Życie ma sens, bo jest wychodzeniem na wieczne zaślubiny.

Myśląc i rozmawiając o niebie, mówiła: „dostąpimy szczęścia ujrzenia ukochanego Oblubieńca naszych dusz”. Czasem dodawała też: „Ach! Kiedy zjednoczę się z moim Ukochanym i padnę w objęcia mojej Najświętszej Matki Dziewicy Maryi!”

   Jej pragnienie ostatecznego zjednoczenia z Chrystusem potęgowało się, gdy czytała poezje św. Teresy: „Żyje nie żyjąc w sobie…” Wówczas Matka Paula wykrzykiwała: „Tak, Boże mój. Umieram, bo umrzeć nie mogę”. Mimo tego płomiennego pragnienia, nie czuła się godna dotrzeć do mety. Gdy jej uczennice mówiły, że będzie święta i że z nieba będzie czynić cuda, odpowiadała: „Cicho! Cicho! Nie chcę czynić cudów. Pragnę tylko by Jezus uczynił cud przyjmując mnie biedną do siebie i pozwalając zawsze Go kochać…”.

     Pragnieniu by spotkać i ujrzeć Jezusa zawsze towarzyszyło wspomnienie Maryi. Myśląc o Nim, mawiała: „Jakiej radości doświadczam na myśl, że Ona w wkrótce przyjdzie i weźmie mnie w swoim towarzystwie do siebie”. W ostatnich chwilach życia z miłością córki przyzywała Ją często: „Matko moja! Przyjdź, tak, przyjdź!” Jej życzenia przemieniały się w całkowite zawierzenie Bogu. I na spotkanie z Chrystusem wyszła Matka Paula pragnąc by dostały się tam pewnego dnia wszystkie jej córki i cała ludzkość.